Inspirujące Historie – Harry, szczeniak z niewydolnością nerek

inspirujące historie Harry
inspirujące historie Harry
0 0 votes
Ocena użytkowników

Szczeniak z niewydolnością nerek - poznaj tą historię słowami Izy:

Gdy trafiliśmy do Agi 4 miesięczny szczeniak Harry był już trzema łapkami na tamtym świecie….wyniki fatalne, z każdym dniem coraz słabszy, bez apetytu, bez pewnej diagnozy. Wiedzieliśmy, że nerki nie działają poprawnie (podejrzenie zatrucia), że nie chce jeść suchej karmy, że kurczak powoduje sensacje żołądkowe, że w ogóle ciężko go nakłonić do zjedzenia czegokolwiek itp.

Kroplówki, wizyty u weterynarza co 2-3 dni, anemia tak duża że od transfuzji wybronił się dzień wcześniej…

W międzyczasie podany przez weterynarza Aranesp (erytropoetyna) i steryd zaczęły bardzo powoli poprawiać stan Harrego. Ale żeby zdrowieć trzeba jeść, a Harry albo nie jadł, albo jeśli zjadł to wymiotował…

Ogólnie rzecz biorąc pacjent-zagadka, do tego szczeniak więc zasady inne niż u dorosłych psów.

Do czasu uzyskania pewnej diagnozy intuicyjnie czułam, że dieta musi być dla “nerkowca” ale rosnącego – jak to pogodzić nie wiedziałam, a weterynarze też nie mieli pomysłu na to jak karmić naszego Harrego.

Na szczęście szukając psiego dietetyka natrafiłam na stronę Agi.

Pierwsze wrażenie? Bardzo zakręcona, bardzo bezpośrednia, bardzo konkretna, z dużą wiedzą na temat psiego żywienia. Pomyślałam – już ją lubię i na pewno nam pomoże – i intuicja mnie nie zawiodła 😁

Po zebraniu szczegółowego wywiadu na temat Harrego (o moje zdrowie chyba nikt tak szczegółowo nie pytał 😉) Aga ustawiła pierwszą wersję jadłospisu. Ugotowaliśmy, podaliśmy do miski i …. wszystko zniknęło i nie wróciło 😊

W kolejnych dniach tak samo!

Powoli modyfikowaliśmy skład michy pod czujnym okiem Agi tak, aby dopasować go do kondycji Harrego i naszych możliwości.

Okazało się że przy odpowiednim zbilansowaniu kurczak wcale nam nie szkodzi!

Harry ma 11 miesięcy. Jeśli ktoś nie zna jego historii widzi ślicznego, zdrowego, pełnego energii goldenka, o pięknej i błyszczącej sierści.

Prawie wszystko to prawda poza tym, że Harry nigdy zdrowy nie będzie ☹️.

Finalnie okazało się, że ma bardzo poważną, wrodzoną wadę nerek. Nie możemy tego naprawić ale dzięki odpowiedniej diecie (i minimalnej ilości leków) mam nadzieję że Harry będzie w tak dobrej formie jeszcze przez długi, długi czas.

Jeśli Aga pomogła w tak trudnym przypadku jak nasz to na pewno pomoże każdemu psiakowi ❤️❤️❤️

 

A z ciekawostek to chwilowo czerwone krwinki i Hct ma w normie więc przerwa w Aranespie. Sterydu już nie dajemy 👍🏻

Poznaj tą historię z mojego punktu widzenia

4 miesięczny Golden powinien ważyć w przedziale 15-20 kilogramów, tymczasem Harry trafił do mnie z wagą startową w ankiecie: 10 kilogramów! Nie powiem – to mroziło krew.

Pies nie jadł, często zwracał. Jakby mało było podejrzeń zatrucia czy choroby nerek, to jeszcze w badaniu wyszły lamblie.

Pies miał objawy niedożywienia, otrzymywał masę leków i z uwagi na rosnące osłabienie, niestety pojawiała się coraz głośniejsza sugestia, by psa dłużej nie męczyć.

Na szczęście Opiekunowie nie byli z tych, co łatwo się poddają. A i po wdrożeniu zmian wcale nie szło nam tak łatwo, jakby to się wydawało z opisu Izy. I to chcę w swojej wersji podkreślić.

Bo dziś ja też pamiętam tą historię w samych superlatywach, ale moje notatki mówią co innego 🙂

I mimo tego, że historia Harrego jest inspirującym przypadkiem, to nie jest dowodem, że u Was pójdzie tak samo “gładko i z górki”. Miejcie to proszę z tyłu głowy.

 

 

Zdarzały się nam wpadki.

 

A to dziecko chciało dobrze i podało psu coś, co niekoniecznie pasowało do ustalonego planu działania. A to kupiono nie taki kawałek mięsa, a to coś się sypło lub czegoś brakło. Ja też musiałam reagować bardzo szybko na zmieniającą się wagę Harrego i zdarzyło się przedobrzyć, gdy zachwyt nad zmianami sprawił, że zbytnio chciałam poluzować Harremu dietetyczny reżim.

Nie mniej jednak fakt, że Harry bardzo szybko i bardzo pozytywnie zareagował na zmianę diety i w końcu zaczął rosnąć a z czasem brykać, jak TYPOWY SZCZENIAK, dał nam dużego kopa do działania.

 

 

Trzeba było przeżyć zderzenie ze ścianą

 

Bo przecież, jak nerki, to nie wolno białka 😉  Bo przecież białko szkodzi. ( TO BZDURNE UPROSZCZENIE – pisałam o tym tutaj)
A tu mamy niedożywionego psa.
Szczeniaka, który ma rosnąć intensywnie!

Ostatecznie po wielu zmianach zatrzymaliśmy się na poziomie ponad 20% białka DM (w suchej masie) i mówimy tylko i wyłącznie o białku pochodzenia zwierzęcego.
Także no…
Da się bezpiecznie karmić “psa nerkowego” bez udziału śruty kukurydzianej, glutenu paszowego pszennego
(L.I.P.), izolatu białka sojowego (L.I.P.), lignocelulozy, kukurydzy, glutenu paszowego kukurydzianego,
włókien z cykorii i babki płesznik czy podobnych wiórów z innych nerkowych produktów.

Dieta była restrykcyjna w kontekście fosforu, stosunkowo nisko trzymaliśmy sód, magnez i wszystko, co w nadmiarze się wysikuje 😉  To dość istotne, bowiem wiele składników pokarmowych uznaje się za bezpieczne, gdyż się nie kumulują. Wysikujemy je. Jednak w przypadku psów z chorymi nerkami nie chcemy nadmiaru niczego, co zmusi nerki do większej pracy.

Nie ważne zatem, że sód czy magnez w diecie zdrowego psa może wielokrotnie przekraczać zapotrzebowanie nie wywołując skutków ubocznych.  Naszym celem było trzymać wszystko w zakresie między 100-150% RA i to max! (RA – zapotrzebowanie)

Z drugiej strony, ponieważ pies był za mały względem swojej rasy i wieku, potrzebowaliśmy wsparcia dla wzrostu. Stąd dieta została skomponowana tak, by zawierała wszystkie aminokwasy i to w ilościach znacząco przekraczających minimum żywieniowe szczeniaka. Do tego spora ilość wysokiej jakości kwasów omega 3 i pilnowanie poziomów witamin rozpuszczalnych w tłuszczach, ze sporym naciskiem na witaminę D.

Nie tylko białko wcale nie zostało skrajnie ograniczone do wiórkowych źródeł 😉 W pierwszej fazie, gdy najbardziej zależało nam na tym, by Harry zaczął przybierać na wadze, fosfor ciągle oscylował w okolicy 120% RA, później zeszliśmy między 90-100%RA a po ustabilizowaniu się psa i konsultacji nefrologicznej ustaliliśmy, by na wszelki wypadek zejść zapobiegawczo niżej, co i tak oznaczało, by nie przekraczać 90%RA. Także nasze fosforowe restrykcje wcale nie poszły bardzo głęboko. I pamiętajcie, nadal mówimy o diecie opartej o pełnowartościowe białka pochodzenia zwierzęcego.

 

 

Zawsze pada pytanie o suplementację

 

 

Harry wcale nie przyjmuje jej dużo. Wapń, kwasy omega 3 oraz wysokiej jakości witamina E.  Do tego w początkowej fazie większa dawka cynku, potem zredukowana do ilości wynikającej z zapotrzebowania. I TO JUŻ KONIEC.

Żadnych diuretyków, żadnych “przyspieszaczy”, “polepszaczy”. NIC!
Nie było to do niczego potrzebne, ale za to pilnowałam, jak wściekły pies składników diety 🙂

 

To by się nie udało bez dużego samozaparcia i chęci nauki ze strony Opiekunów.

 

Nagle okazało się, że psu trzeba gotować jedzonko precyzyjniej odmierzając składniki, niż kulturyście na redukcji 🙂

Trzeba było poświęcić trochę czasu, by nauczyć się i zrozumieć charakter choroby. Nie po to, by znęcać się nad sobą jej ciężarem, ale po to by móc prowadzić otwarty dialog z weterynarzami.

Iza otrzymywała ode mnie każdy przepis z opisem, co robimy i dlaczego, po to by mogła go pokazać, ale też rozmawiać z weterynarzami.

W końcu schodziliśmy z leków, z sugerowanej przez nich suplementacji.  I nie było to wcale łatwe. Bo wszystkie strony tego dialogu widziały, że stan psa się poprawia, ale też wiedziały, że on nie zdrowieje.  Mówimy tu ostatecznie o wrodzonej chorobie nerek. Walczyliśmy z całych sił o bezpieczną stabilizację, nie cudowne ozdrowienie. W takich sytuacjach zawsze masz jakąś porcję strachu z tyłu głowy i trzeba pozostać czujnym, jak ważka.

Poważnym “game changer’em” w tej historii była jedna z kolejnych wizyt u nefrologa, gdy doktor Neska-Suszyńska oceniła swoim okiem naszą pracę i przepis i skinęła głową 🙂 To mocno uskrzydliło Opiekunów. I od tego czasu można powiedzieć, że szło “z górki”.

Dostaliśmy od Pani doktor dalsze wskazówki, ale fakt, że zasugerowana korekta to była praktycznie kosmetyka, dała wszystkim serio olbrzymiego kopa!

I tu podkreślę ponownie – ogrom pracy ze strony Opiekunów, by nauczyć się na co zwracać uwagę, jak odczytywać samopoczucie psa, co powinno ich niepokoić, co jest ważne w jedzeniu, czego nie wolno absolutnie a co możemy przemycać – to wszystko wpłynęło na efekt końcowy!

Moja praca i czasem wręcz obozowy reżim narzucony Opiekunom, bez tego wszystkiego nie miałby żadnego wpływu ani sensu.

 

Podsumowanko

Nasza taka ścisła współpraca trwała dobre pół roku.

Po tym czasie Opiekunowie czuli się już na tyle bezpiecznie a pies był na tyle stabilny, że nie był już absolutnie potrzebny klosz i żaden nadzór z mojej strony. I odleciały ptaszyny w stronę zachodzącego słońca, zostawiając mnie machającą chusteczką.

Harry skończył roczek z wagą ponad 23 kilogramy. Nadal rozmiarowo odstaje od wzorca rasy, ale pewnych rzeczy nie da się naprawić ani nadgonić. Czasem rzucam okiem na kontrolne wyniki krwi, ale nie dzieje się u niego nic, co wymagałoby naszej mobilizacji.

Otrzymywane zdjęcia czy filmiki pokazujące, jak dokazuje na spacerach cieszą niezmiennie. A za nazwanie mnie publicznie “bardzo zakręconą” postawiłam sobie w moim kajecie odpowiedni znacznik i kiedyś odbiję piłeczkę 🙂

0 0 votes
Ocena użytkowników

WITAJ NA MOIM BLOGU

Od lat uczę się od najlepszych na świecie fitoterapeutów i naturopatów zwierzęcych.

Na tym blogu pokażę Ci, jak bezpiecznie i skutecznie stosować dietoterapię i zioła, z korzyścią dla zdrowia Twojego i Twojego psa.

Jak mogę CI pomóc?

Warto przeczytać

Najczęściej wybierane:

Kochacie to!

Newsletter pełen wiedzy

Zapisz się do newslettera! W ten sposób nie przegapisz nowych treści i uzyskasz dostęp do niespodzianek tylko dla subskrybentów.

Poprzedni
Następny
Postaw mi kawę na buycoffee.to
Dołącz do newslettera!

Otrzymuj powiadomienia o nowych treściach i nowościach.

Zero spamu!  Tylko psie sprawki.